sobota, 27 sierpnia 2016

Sayuri: Rozdział 1

*Narracja 1.os*
Najpierw było bum! I sium! I łojojoj! Jednym słowem chaos, tak chyba to teraz wszyscy nazywają. Cóż tak czy owak kiedy powstawał kosmos...powstałam i ja, a potem moje siostry- Ran i Kazan. Tak mam ok 14 miliardów lat, tak jestem Boginią. Dokładniej wszechświata i zimy. Po za tym mogłam się pochwalić innymi umiejętnościami, takimi jak np. ożywianie przez łzy czy pocałunek...
Ale kto by pomyślał, że ktoś narodzony w sercu uniwersum... może potem mieszkać na planecie o nazwie Ziemia?  Cóż! Nie żałuję, że tu przyleciałam! Ale może zacznijmy od początku. Nazywam się Sayuri Kazami-Himura. Jestem założycielką klanu Kazamich i innych (np. Yamaha, Hikari itd.), stworzyłam wymiar o nazwie Nyksja  i do tej pory sprawuję tam władzę. Ciekawie nie? Ta, ale jak to się wszystko zaczęło? Więc było bach i ciach i siach i cium i bum...zaraz! Przecież już to mówiłam!
Więc kiedy już się narodziłam..stworzyłam swój wymiar i nazwałam go Nyksją. Czemu tak? Nie wiem. W tym wymiarze stworzyłam układ podobny do słonecznego, tyle, że tu gwiazda była kilkaset razy większa od Słońca. I była niebieska, słodko nie? Yh, nie ważne. Na niebie pojawiło się kilkanaście milionów gwiazd z czego połowa została mieszkańcami planety, która też nosiła nazwę Nyksja. Gospodarka bardzo szybko się rozwijała i ogółem było wszystko dobrze, miałam przyjaciela imieniem Aki Yamaha, dogadywaliśmy się nieźle ba... zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Założyciel klanu Yamaha był czarnym basiorem o krwistoczerwonych oczach. Był ode mnie lepiej zbudowany i przede wszystkim wyższy.
Niczego nam tu nie brakowało, jako młoda przywódczyni czasem podejmowałam pochopne decyzje, które źle się kończyły.
Pewnego dnia wraz z Akim przechadzałam się po ogrodzie za pałacem.
- Więc... ile jeszcze będziesz udawać, że wszystko jest dobrze?- Zapytał zerkając na mnie.- Po ostatniej porażce totalnie się zamknęłaś w sobie.
- Jest mi wstyd.- Przyznałam.- Jako władczyni tego świata moim obowiązkiem jest chronienie mieszkańców, tymczasem dopuściłam do śmierci kilkunastu żołnierzy.- Usiadłam na ławeczce pod drzewem przypominającą płaczącą wierzbę.- Toksyczne wilki są coraz bardziej niebezpieczne.-Stwierdziłam patrząc w niebo, na którym widać było galaktykę.
- Ta... ich królowa stawia coraz pewniejsze kroki. - Usiadł obok mnie moje brązowe włosy powiewały delikatnie na wietrze.- Sayuri? - Wyszeptał moje imię widząc, że spoglądam co chwilę w niebo zamyślona.
- Nie, nic. - Odparłam cicho.- Odpocznij, ja muszę pomyśleć.- Dodałam po chwili, a kiedy kątem oka zobaczyłam ja lekko się skłania i odchodzi odetchnęłam cicho wstając i przechadzając się po ogrodzie. Były tu najróżniejsze rośliny począwszy od mięsożernych po doniczkowe. Niektóre były rzadko spotykane...
Spojrzałam w kierunku oczka wodnego...tu z pewnością nie było złotych rybek....dość duże zen koi pływały w krystalicznie czystej wodzie i spoglądały na mnie, licząc na coś do żarcia. Miałam kawałki sucharków z obiadu...znaczy chleba...który zamienił się w kamień jakimś cudem...gdybym nie zamoczyła tego w zupie pewnie bym sobie kły połamała. Same problemy! Chyba chcą już się mnie pozbyć...ah ta chciwa służba. Moja służba...którą pomimo wszystko traktowałam jak przyjaciół... 
Rzuciłam owy chleb do oczka wodnego, zaś piękne ryby nie miały problemów z ich zjedzeniem. Szłam dalej... W końcu jednak postanowiłam pójść już do sypialni i się położyć, zapomnieć o wszystkim... Weszłam powoli do mego pałacu i powoli szłam w kierunku mojej sypialni...jak teraz to nazywają. Nawet nie jadłam kolacji...po co? Walnęłam się na dużym łóżku i kiedy przyłożyłam głowę do poduszki od razu zasnęłam.

                                                                           
~*~ 

Obudziłam się dopiero po południu, skrzywiłam się lekko patrząc na jeszcze nie zagojone rany po ostatnich walkach. Było ich całkiem sporo,a toksyczna maź wdarła się już pod moją skórę...nie było dobrze. Zapaskudzone rany nie prezentowały się dobrze, a ponieważ moje ciało było jeszcze młode nie miało aż takich zdolności samoleczenia, dlatego toksyczna ślina tamtych wilków źle na mnie działała. Położyłam się przymrużając oczy i roześmiałam się cicho...nie wiedzieć czemu bawiło mnie to... chyba próbowałam się w ten sposób odstresować. W końcu lekko chwiejnym krokiem zeszłam na śniadanio-obiad. Po zjedzeniu zimnego posiłku (bo dziś było niesamowicie gorąco) poszłam się przejść. Szłam Wioską w milczeniu . Przyglądałam się pracującym mieszkańcom.. od czasu do czasu przystanęłam uważnie  obserwując jakiegoś rzemieślnika czy kogoś innego.  Wreszcie dotarłam do lasu. Cisza spokój...śpiew ptaków..oczywiście nie takich które były na Ziemi...o nie, nie.
Koło mnie znalazł się Aki...  Złapał mnie pod ramie jakbym była jego partnerką czy kimś takim i zaczął iść w milczeniu. Szczerze? Nie planowałam mieć męża...a dzieciom mówiłam NIE!  Chociaż lubiłam dzieci...raczej bałam się bardziej porodu.
Spojrzałam w niebo...a gwiazdy świeciły dalej.

~Aut:
Rozdział krótki...może następny będzie dłuższy :3 
Mam nadzieję, że jednak ten was nie zanudzi xd
~Yoshi